Wujaszek planuje cały set krótkich video liestyle*. Zapewne wakacje 2013 przyniosą nam dużo dobrego i będziemy mogli nacieszyć oczy tym, co najbardziej lubimy (* )(* )
Zdjęcia zaczynamy tak naprawdę lada moment. Jeżeli uważasz, że powinnaś - napisz na CASTING@LIESTYLE.PL i zostań bohaterką jednego z nich. Nie będę opowiadał o tym jakie to super i ile wniesie do Twojego życia. Po prostu zrób to :)
Upewnij się tylko czy masz już 18 lat, wolne w czerwcu, lipcu lub sierpniu i że na Twój widok gwiżdże ktoś więcej niż tylko wiatr na klatce schodowej i łebki pod blokiem. Nie musisz być gwiazdą osiedla, możesz mieć na imię Carmen ( nawet jeśli jesteś blondynką), możesz zaciągać, mieć zeza ( opcja ciemne okulary), i ważyć więcej niż Twój brat z gimnazjum. To nam po prostu nie przeszkodzi. Miej czyste paznokcie, świeże włosy, nie szuraj butami i nie słuchaj Biebera. Reszta jakoś się potoczy.
Jeśli masz jakieś pytania, nie jesteś pewna albo zapragniesz większej ilości informacji - pisz - CASTING@LIESTYLE.PL
14 June 2013
Nowe wlepy liestyle*
Wujaszek już dawno nie robił wlep ze zdjęciami. Czas wrócić do tego szlachetnego zwyczaju. jeśli ktoś chciałby taką zdobyć to będę wieczorem na PKP Powiśle (WWA), a jutro w Domu Kultury (LUBLIN). Jeżeli nie możesz być ani tu ani tu to dorzucamy takie do zamówień w czerwcu :)
11 June 2013
Nowy tshirt liestyle* - SHAKEN, NOT STIRRED
Dziewczyny Bonda to wdzięczny temat. Gorące noce, które nadchodzą wielkimi krokami to idealny moment na przypomnienie sobie jak to się robi za granicą. U nas może nie z takim rozmachem, ale na pewno z równie ładnymi, a może nawet ładniejszymi dziewczynami, niż zdarzało się Jamesowi flirtować.
Nowy tshirt liestyle* nawiązuje nazwą do przygód dzielnego agenta, a właściwie do dziewczyn jakie lubił i jakie lubię ja - wstrząśnięte, nie zmieszane - z takimi wieczory są prostsze, a noce upojne. Życzę Wam oraz sobie jak najwięcej przygód tego typu i zapraszam na WWW.LIESTYLE.PL w celu wymiany hajsu na szczęście.
A propos nocnych wojaży to cykl LIESTYLE PARTY HARD rozwinie skrzydła na dobre w czasie wakacji. Będzie to okazja do klubowego jak i plenerowego szaleństwa z cyckami w tle, ale o tym jeszce Wam wspomnę. Póki co rozgrzewajcie gardła i mroźcie wódeczkę na 29ego w MONO. Melanż nas pochłonie - to nie czas na 5tą Beethovena, a raczej na 36tą Wu-Tanga :P - Na zdrowie, mordeczki i do zobaczenia!!!
Nowy tshirt liestyle* nawiązuje nazwą do przygód dzielnego agenta, a właściwie do dziewczyn jakie lubił i jakie lubię ja - wstrząśnięte, nie zmieszane - z takimi wieczory są prostsze, a noce upojne. Życzę Wam oraz sobie jak najwięcej przygód tego typu i zapraszam na WWW.LIESTYLE.PL w celu wymiany hajsu na szczęście.
A propos nocnych wojaży to cykl LIESTYLE PARTY HARD rozwinie skrzydła na dobre w czasie wakacji. Będzie to okazja do klubowego jak i plenerowego szaleństwa z cyckami w tle, ale o tym jeszce Wam wspomnę. Póki co rozgrzewajcie gardła i mroźcie wódeczkę na 29ego w MONO. Melanż nas pochłonie - to nie czas na 5tą Beethovena, a raczej na 36tą Wu-Tanga :P - Na zdrowie, mordeczki i do zobaczenia!!!
LIESTYLE PARTY HARD nakręcane przez INSTAX, Wrocław 08. 06. 2013
Nie mogłem użyć literki "W", ponieważ już wcześniej została zarezerwowana dla Warszawy. Zmuszony więc zostałem do użycia "V" dla Wrocławia i mam nadzieję, że nikt się nie obrazi.
Zaczęło się zupełnie niewinnie. Odbywaliśmy sobie z ciocią liestyle* podróż koleją. Czytałem interesującą książkę o chlaniu i dziewczynach, trochę prasy kolorowej, tygodnik i brukowiec. Tak naprawdę z dworca do hotelu przeszliśmy z buta, ale ta fota z taksówki pasowała mi do tego zestawu idealnie więc tu jest :) Po prawej znajduje się róg Więziennej i Nożowniczej we Wrocławiu, gdzie spodziewałem się najgorszego. Bezpodstawne były moje obawy. Poszliśmy więc do DAS LOKAL.
Chłopaki prezentowali swoje prace zrobione Instaxem, a ja pykałem sobie tymże dookoła. Drzewiej zrobiłbym panoramę jakoś inaczej. Wtenczas jednak wybrałem fotografię natychmiastową. Prace konkursowe, które wykonali uczestnicy widoczni na zdjęciach, stały na bardzo wysokim poziomie i bez mrugnięcia okiem wręczyliśmy im czeki na 3000, 2000 i 1000 PLN. Niech młodzież ma, niech se trwoni!
Ten wątek hotelowy jest nawet dla mnie zagadką. Z tego co pamiętam to blond piękność przyjechała na rowerze, z roztargnienia nawet go nie przypięła i lekko zmieszana wjechała na 3 piętro, gdzie urzędowałem ja :)
Ciocia liestyle* to osoba nieobliczalna kulinarnie. Zażyczyła sobie tequilę sunrise z kawałkiem schabowego na serwetce. Zrobili. Zjadła. Pozostali w szoku. Wyszła. Poczuła się lepiej. Każdy ma swoje zboczenia :)
Wieczorem w Das Lokal było gwarno i trochę rzęziło, ale to tak jak z oliwkami. Pierwsza może zakończyć się bełtem, trzecia wykrzywia, a siódma raduje podniebienie i jeży włos na grzbiecie ( o ile ktoś posiada).
Tańce, dj i tancerze. Każdy z innej bajki, wszyscy w jednym tempie - równiutko ku zagładzie, a ja razem z nimi :) Podobno bez pixów się nie da, ale po kilku wódeczkach też czujesz, że musisz zdobyć parkiet i zdobywasz. Proste.
Kuzyn liestyle* ( polewający) i jego ochroniarz Michał. Kuzyn ma snapa liestyle* i dziarę "MMA" na stopie. Totalnie nie chodzi o sztuki walki - to dźwięk jaki wydawał jego pierwszy motocykl. Tak zapamiętał i tak to utrwalił. Nie lubi się bić. To playboy. Kiedyś posuwał miss czegośtam, ale okazała się suką więc nie doszło do chodzenia.
Koleżanka - reprezentacja Wrocławia w piłkę macaną. Pierwsza liga! Wygrałem życie :)
Popisywała się trochę, że ona ma bluzkę z wiskozą, a my nie. Daliśmy jej fory. Uwielbiam przegrywać w bitwie na skład :)
Ten koleżka pokazywał nam dokąd zalało Wrocław jak przechodziła fala kulminacyjna. Wydaje mi się, że mógł mieć z tym coś wspólnego. Jego winda wskazywała parter. Na szczęście nie pokazał nam zagumnego. Witaliśmy się i żegnaliśmy wirtualnymi piątkami, tak na wszelki wypadek.
Hotel - podejście drugie. Wrocław to miasto wyzwolonych kobiet, które akceptują siebie nago i chcą to pokazać innym. Zero spinki, po prostu czysta przyjemność, zrozumienie i harmonia.
Malowała paznokcie dość długo, ale starannie. Siedziała u mnie w ciemnych okularach i nie chciała ich zdjąć. Oka podbitego nie miała ani nic takiego. Po prostu lubi siebie z takim akcentem. W sumie było to jedyne akcesorium jakie miała na sobie i wyglądała jak milion dolarów.
Z przodu milion, a z tyłu miliard. Natura wie, że czasami trzeba spiąć, nomen omen, dupę i stworzyć cud. Tu praca została wykonana na szóstkę. Patrzę i nie mogę pisać dalej, bo patrzę :D
Ciocia przed obiadem i TUŻ przed obiadem. Poziom endorfinek rozjebał sufit. Lubi jeść, ale idzie jej w urodę więc jej nie żałuję :)
Ostatnie spacery po Wrocławiu, pamiątkowe zdjęcia, oblepianie miasta syrenkami liestyle* i takie tam. Na dworcu miałem stać się posiadaczem "ORYGINALNEGO ARMANIEGO PROSTO Z GALERII, ZIOMEK". Nie dokonałem zakupu, choć sprzedawca dla potwierdzenia swojego obycia w świecie marek luksusowych cały był w Pradach, Guccich i rzeczonych Armanich. Skarpety miał pod buty, a nie pod spodnie - faux pas mon ami! To zadecydowało o mojej bierności w potencjalnych zakupach :)
Motyw drogi, powrót do domu, 7 godzin, ładna pogoda. Na bank tu jeszcze wrócę i natrzaskam drugie tyle Instaxów i bedzie super :)
Zaczęło się zupełnie niewinnie. Odbywaliśmy sobie z ciocią liestyle* podróż koleją. Czytałem interesującą książkę o chlaniu i dziewczynach, trochę prasy kolorowej, tygodnik i brukowiec. Tak naprawdę z dworca do hotelu przeszliśmy z buta, ale ta fota z taksówki pasowała mi do tego zestawu idealnie więc tu jest :) Po prawej znajduje się róg Więziennej i Nożowniczej we Wrocławiu, gdzie spodziewałem się najgorszego. Bezpodstawne były moje obawy. Poszliśmy więc do DAS LOKAL.
Chłopaki prezentowali swoje prace zrobione Instaxem, a ja pykałem sobie tymże dookoła. Drzewiej zrobiłbym panoramę jakoś inaczej. Wtenczas jednak wybrałem fotografię natychmiastową. Prace konkursowe, które wykonali uczestnicy widoczni na zdjęciach, stały na bardzo wysokim poziomie i bez mrugnięcia okiem wręczyliśmy im czeki na 3000, 2000 i 1000 PLN. Niech młodzież ma, niech se trwoni!
Ten wątek hotelowy jest nawet dla mnie zagadką. Z tego co pamiętam to blond piękność przyjechała na rowerze, z roztargnienia nawet go nie przypięła i lekko zmieszana wjechała na 3 piętro, gdzie urzędowałem ja :)
Ciocia liestyle* to osoba nieobliczalna kulinarnie. Zażyczyła sobie tequilę sunrise z kawałkiem schabowego na serwetce. Zrobili. Zjadła. Pozostali w szoku. Wyszła. Poczuła się lepiej. Każdy ma swoje zboczenia :)
Wieczorem w Das Lokal było gwarno i trochę rzęziło, ale to tak jak z oliwkami. Pierwsza może zakończyć się bełtem, trzecia wykrzywia, a siódma raduje podniebienie i jeży włos na grzbiecie ( o ile ktoś posiada).
Tańce, dj i tancerze. Każdy z innej bajki, wszyscy w jednym tempie - równiutko ku zagładzie, a ja razem z nimi :) Podobno bez pixów się nie da, ale po kilku wódeczkach też czujesz, że musisz zdobyć parkiet i zdobywasz. Proste.
Kuzyn liestyle* ( polewający) i jego ochroniarz Michał. Kuzyn ma snapa liestyle* i dziarę "MMA" na stopie. Totalnie nie chodzi o sztuki walki - to dźwięk jaki wydawał jego pierwszy motocykl. Tak zapamiętał i tak to utrwalił. Nie lubi się bić. To playboy. Kiedyś posuwał miss czegośtam, ale okazała się suką więc nie doszło do chodzenia.
Koleżanka - reprezentacja Wrocławia w piłkę macaną. Pierwsza liga! Wygrałem życie :)
Popisywała się trochę, że ona ma bluzkę z wiskozą, a my nie. Daliśmy jej fory. Uwielbiam przegrywać w bitwie na skład :)
Ten koleżka pokazywał nam dokąd zalało Wrocław jak przechodziła fala kulminacyjna. Wydaje mi się, że mógł mieć z tym coś wspólnego. Jego winda wskazywała parter. Na szczęście nie pokazał nam zagumnego. Witaliśmy się i żegnaliśmy wirtualnymi piątkami, tak na wszelki wypadek.
Hotel - podejście drugie. Wrocław to miasto wyzwolonych kobiet, które akceptują siebie nago i chcą to pokazać innym. Zero spinki, po prostu czysta przyjemność, zrozumienie i harmonia.
Malowała paznokcie dość długo, ale starannie. Siedziała u mnie w ciemnych okularach i nie chciała ich zdjąć. Oka podbitego nie miała ani nic takiego. Po prostu lubi siebie z takim akcentem. W sumie było to jedyne akcesorium jakie miała na sobie i wyglądała jak milion dolarów.
Z przodu milion, a z tyłu miliard. Natura wie, że czasami trzeba spiąć, nomen omen, dupę i stworzyć cud. Tu praca została wykonana na szóstkę. Patrzę i nie mogę pisać dalej, bo patrzę :D
Ciocia przed obiadem i TUŻ przed obiadem. Poziom endorfinek rozjebał sufit. Lubi jeść, ale idzie jej w urodę więc jej nie żałuję :)
Ostatnie spacery po Wrocławiu, pamiątkowe zdjęcia, oblepianie miasta syrenkami liestyle* i takie tam. Na dworcu miałem stać się posiadaczem "ORYGINALNEGO ARMANIEGO PROSTO Z GALERII, ZIOMEK". Nie dokonałem zakupu, choć sprzedawca dla potwierdzenia swojego obycia w świecie marek luksusowych cały był w Pradach, Guccich i rzeczonych Armanich. Skarpety miał pod buty, a nie pod spodnie - faux pas mon ami! To zadecydowało o mojej bierności w potencjalnych zakupach :)
Motyw drogi, powrót do domu, 7 godzin, ładna pogoda. Na bank tu jeszcze wrócę i natrzaskam drugie tyle Instaxów i bedzie super :)
06 June 2013
Z pamiętnika wujaszka liestyle* #33
Rzecz działa się na ostatniej imprezie Kmag'a w Krakowie. Było dobrze, nawet bardzo dobrze, ale jak zwykle, jak się przeżywa to się nie fotografuje, a jak się fotografuje to czasami się przegapia. Tym razem bardziej sobie przeżyłem niż fotografowałem więc nie ma tego za dużo :D

Morda nie szklanka, ale szklanka to szklanka i jak widać jebaniutka wieczna nie jest.

Ania i Beton plus kawałek Cioci Liestyle*. To było po zajebistych hamburgerach z Moa. Tej nocy wódka miała gdzie się usadowić. Podkład był naprawdę solidny. My z ciotką wzięliśmy klasyczne, a burżuj Beton z bekonem. Do tego krem z gorczycy z miodem i czysta. Po takim starcie niestraszne mi były toasty z redaktorem K.
Tej nocy zakochałem się ze 3 razy, ale w Niej to już w ogóle strasznie. Platonicznie oczywiście, bo nie mogę inaczej. W każdym razie miło bylo sączyć wódeczkę w takim towarzystwie. Twierdziła, że nie mówi za dobrze po polsku, ale kłamała, bo wiedziała, że strzsznie pierdolę jak popiję. Uprzedzam pytania. Nic nie zdziałałem - zaręczona czy coś i nie zanosi się na jakiekolwiek zmiany. B A D L U C K :|
04 June 2013
Z pamiętnika wujaszka liestyle* #32
Tak dla wyjaśnienia to moje przygody nie opierają się tylko na cyckach. Mam też znajomych, których nie rozbieram, nie macam albo po prostu nie lubię :) Od czasu do czasu będę o nich wspominał. Mam nadzieję, że Ci ostatni obrażą się przynajmniej na jakiś czas :)
To były urodziny Adama Tarasiuka, któremu fryzjerzy odmawiają strzyżenia, koledzy łyka lub gryza, ale dziewczyny nie odmawiają niczego. To, że jest taki czerwony nie wynika wcale z faktu iż lubi wypić. On po prostu był za granicą, bo wie że podróże kształcą i opalają. Nie przestaje się uśmiechać, bo chce żyć długo i posuwać zdołowane panienki. To zawsze działa. Postać na zdjęciu oczywiście nie jest oryginalnym Tarasem - to wydruk na tekturze, z którym można zrobić sobie zdjęcie. Prawdziwy Adam wciąż jest za granicą.
Jubilat raczył nas alkoholami z różnych półek, w każdym razie takich, do których sięgam. Nie jest to najlepsza reklama, ale i tak atmosfera była niemal rodzinna. Szkoda tylko, że w okolicach Skweru Sue Ryder nie było jednej, nawet mikrej budki ze szczęściem w płynie więc musieliśmy polegać na tym co znaleźliśmy na miejscu - w swoich oraz cudzych plecackach. Nie mam w zwyczaju okradać ludzi, ale urodzinowy sernik jest do usprawiedliwienia. Słodycze kradnie się od małego, raz na 3-4 lata to nie grzech.
Zdjęcie czarno-białe. Portret zbiorowy z miarką.
Od lewej: Beton, Moszczi, Crackowiak, Ciocia liestyle*( pod pachą), Kurek ( nad pachą), 1000, Wrona.
Jedliśmy sernik, który Adaś dostał na swoje urodziny. Ukradliśmy go, ale warto było - był taki pyszny! Przysłowia jednak nie kłamią. Nie utuczył nas też ani, ani troszkę. Był taki soczysty i strasznie nam go brakowało jak się skończył. Ana Zalewska podobno go upiekła. Też taki chcę na moje urodziny!!! Z tego co pamiętam to była bardzo ciepła noc i wódeczka pompowała krew ochoczo po całym organiźmie.
Tego nie pamiętam, ale musiało być super. Strasznie ładne cycki - kimkolwiek jesteś ( o ile to pamiętasz i czytasz to teraz) - napisz do mnie i umów się ze mną na sernik. Pamiętam tylko tyle, że prowadzilem z Tobą długie rozmowy do samego rana i chyba właśnie nad ranem wracałem z buta do domu, ale sam, bo w okolicach Centralnego odbiłaś w kierunku swoich drzwi i nie chciałaś żebym Cię dalej podprowadzał, bo pod drzwiami to wiadomo, że ludzie się całują i w ogóle :P Poza tym ja jestem już zajęty i nie mogę się całować z języczkiem z innymi.
Wydaje mi się, że wcześniej poszliśmy jeszcze na kebaba obok Teatru Polonia, którego trzecią część zostawiłem na schodku na Wspólnej bo mnie tak nasycił. Później w okolicach hotelu o 40 piętrach śpiewałaś piosenkę, ale mogę się mylić.
Niedługo w sumie wypadają urodziny wujaszka. Chyba już czas o nich pomyśleć. Jeśli ktoś chce wpaść to niech da znać. Przydałoby się zrobić coś wyjątkowego, bo w tym roku pękają 3 dyszki. Do zobaczenia przy barze!
To były urodziny Adama Tarasiuka, któremu fryzjerzy odmawiają strzyżenia, koledzy łyka lub gryza, ale dziewczyny nie odmawiają niczego. To, że jest taki czerwony nie wynika wcale z faktu iż lubi wypić. On po prostu był za granicą, bo wie że podróże kształcą i opalają. Nie przestaje się uśmiechać, bo chce żyć długo i posuwać zdołowane panienki. To zawsze działa. Postać na zdjęciu oczywiście nie jest oryginalnym Tarasem - to wydruk na tekturze, z którym można zrobić sobie zdjęcie. Prawdziwy Adam wciąż jest za granicą.
Jubilat raczył nas alkoholami z różnych półek, w każdym razie takich, do których sięgam. Nie jest to najlepsza reklama, ale i tak atmosfera była niemal rodzinna. Szkoda tylko, że w okolicach Skweru Sue Ryder nie było jednej, nawet mikrej budki ze szczęściem w płynie więc musieliśmy polegać na tym co znaleźliśmy na miejscu - w swoich oraz cudzych plecackach. Nie mam w zwyczaju okradać ludzi, ale urodzinowy sernik jest do usprawiedliwienia. Słodycze kradnie się od małego, raz na 3-4 lata to nie grzech.
Piękna Olivia i jej pies Luna. Obok kolega, który puszczał dobre rapy i dziewczyna, która dostała smsa o treści, której znać nie chcę.
Z psem tym zawiązałem niejaką przyjaźń, a przynajmniej nić porozumienia. Wyczuł moją wewnętrzną dobroć i mrugał do mnie po kumpelsku, nawet łapę zarzucił za szyję, a na koniec splunął na łapę i chciał żebym przybił swoją. To już nieco mnie przerosło.
Olivia pokazuje, że będzie ścinała włosy, ale ja lubię takie jak ma teraz.
Od lewej: Beton, Moszczi, Crackowiak, Ciocia liestyle*( pod pachą), Kurek ( nad pachą), 1000, Wrona.
Jedliśmy sernik, który Adaś dostał na swoje urodziny. Ukradliśmy go, ale warto było - był taki pyszny! Przysłowia jednak nie kłamią. Nie utuczył nas też ani, ani troszkę. Był taki soczysty i strasznie nam go brakowało jak się skończył. Ana Zalewska podobno go upiekła. Też taki chcę na moje urodziny!!! Z tego co pamiętam to była bardzo ciepła noc i wódeczka pompowała krew ochoczo po całym organiźmie.
Tego nie pamiętam, ale musiało być super. Strasznie ładne cycki - kimkolwiek jesteś ( o ile to pamiętasz i czytasz to teraz) - napisz do mnie i umów się ze mną na sernik. Pamiętam tylko tyle, że prowadzilem z Tobą długie rozmowy do samego rana i chyba właśnie nad ranem wracałem z buta do domu, ale sam, bo w okolicach Centralnego odbiłaś w kierunku swoich drzwi i nie chciałaś żebym Cię dalej podprowadzał, bo pod drzwiami to wiadomo, że ludzie się całują i w ogóle :P Poza tym ja jestem już zajęty i nie mogę się całować z języczkiem z innymi.
Wydaje mi się, że wcześniej poszliśmy jeszcze na kebaba obok Teatru Polonia, którego trzecią część zostawiłem na schodku na Wspólnej bo mnie tak nasycił. Później w okolicach hotelu o 40 piętrach śpiewałaś piosenkę, ale mogę się mylić.
Niedługo w sumie wypadają urodziny wujaszka. Chyba już czas o nich pomyśleć. Jeśli ktoś chce wpaść to niech da znać. Przydałoby się zrobić coś wyjątkowego, bo w tym roku pękają 3 dyszki. Do zobaczenia przy barze!
01 June 2013
Dzień dziecka czyli 2 nowe tshirty liestyle*
Wujaszek przygotował dla Was na dzień dziecka 2 nowe tshirty liestyle* - można je zamówić na razie poprzez wujekliestyle@gmail.com, a po weekendzie pewnie pojawią się na www.liestyle.pl, ale może już być cienko z rozmiarami do tego czasu :)
Dodatkowo do zakupów w dniu dzisiejszym na www.liestyle.pl, aż do północy, dorzucamy masę wlepek i buttonów liestyle*.
O motywach taksówkarskich napiszę później, bo muszę lecieć robić robotę. Albo dobra - napiszę na szybciocha. Piosenka "Joe le taxi" Vanessy Paradis na pewno miała znaczenie w procesie twórczym. Chyba utkwiła mi jakoś z dzieciństwa. Podejrzewam, że ona miała wtedy ze 14 lat, ale ja miałem pewnie 7. Jarałem się jak tańczy i że ma fajną bluzę i że nawija o Joe. Chciałem być wtedy jak Joe żeby śpiewała o mnie i o korkach na drodze. Wiedziałem, że coś dzwoni, ale jeszcze nie znałem się na tym sporcie. Diodka jednak już mi w głowie mrugała :) Wniosek jest prosty - im wcześniej zaczniesz, tym bardziej spierze Ci łeb. Mi akurat to chyba wyszło na dobre, bo nie chce mi się znudzić jedyne słuszne hobby - dziewczyny!
Znacznie mocniej wpłynęło pewnie na moją podświadomość i gusta kino amerykańskie. Pościgi w taksówkach i przebieranki na tylnym siedzeniu podobały mi się najbardziej. Niby film akcji, ale nie naboje świstały mi nad głową. Znacznie ciekawsze kule siedziały pod bluzkami tajnych agentek czy zwykłych rzezimieszków rodzaju żeńskiego. Wiedziałem, że jak będę duży to trzeba będzie się tam jakoś dostać. Cóż dziś mogę powiedzieć? Bingo!
Tyle dziewcząt do sfotografowania, że się wyspać nie mogę, ale jest to ten rodzaj niewyspania, za który każdy z Was dałby się pociąć.
Do zobaczenia i miłego świętowania dnia dziecka - z tej okazji mogłybyście podesłać jakieś sweet focie na wujekliestyle@gmail.com - być może będzie to początek wielkiej przyjaźni, wakacyjnej miłości, a może po prostu ktoś wreszcie doceni Wasze wdzięki i uświdomi Wam, że naprawdę jesteście super i możecie wszystko. Buziaki :*
TAXI_2
Subscribe to:
Posts (Atom)




























